Stany Zjednoczone znajdują się w krytycznym punkcie zwrotnym, który może na nowo zdefiniować globalną równowagę sił w kosmosie na nadchodzące dziesięciolecia. Po ponad półwieczu niekwestionowanego przywództwa, od legendarnego lądowania na Księżycu w ramach misji Apollo po utworzenie i ciągłą eksploatację Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), amerykańska dominacja w kosmosie nie jest już gwarantowana. Tę pozycję trzeba nieustannie zdobywać, a dziś jest ona zagrożona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Poczucie niepokoju rozprzestrzeniające się w kręgach naukowych i politycznych nie jest bezpodstawne; wynika ono z połączenia wewnętrznych presji budżetowych i zewnętrznego, niezwykle ambitnego i strategicznie ukierunkowanego rywala – Chin.
Strach przed utratą prymatu w kosmosie to nie tylko kwestia dumy narodowej. Przywództwo w kosmosie jest bezpośrednio związane z bezpieczeństwem narodowym, zarówno w sensie ekonomicznym, jak i wojskowym. Infrastruktura kosmiczna jest fundamentem nowoczesnej telekomunikacji, globalnej nawigacji, monitorowania warunków pogodowych i zmian klimatycznych oraz działań wywiadowczych. Utrata wiodącej roli oznaczałaby oddanie kontroli nad kluczowymi technologiami i strategicznymi pozycjami przyszłości, co mogłoby mieć nieobliczalne konsekwencje.
Odliczanie dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla amerykańskiego programu kosmicznego jest planowane wycofanie z eksploatacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Ten wspaniały przykład międzynarodowej współpracy, który od ćwierćwiecza umożliwia stałą obecność człowieka na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), zbliża się do końca swojego okresu eksploatacji. NASA od lat przygotowywała grunt pod przejście na komercyjne stacje kosmiczne, zachęcając prywatne firmy do opracowania następców ISS. Celem było zapewnienie, aby Stany Zjednoczone не pozostały bez platformy do badań w mikrograwitacji.
Jednak ten plan transformacji jest teraz poważnie kwestionowany. Propozycje znacznych cięć w budżecie NASA spowolniły postęp i wprowadziły niepewność wśród partnerów komercyjnych. Bez odpowiedniego i stabilnego finansowania istnieje realne niebezpieczeństwo, że żadna amerykańska stacja komercyjna nie będzie gotowa do działania do czasu, gdy ISS zakończy swoją pracę. Stworzyłoby to niebezpieczną próżnię, przerywając dziesięciolecia ciągłych badań i potencjalnie zmuszając USA do ponownego uzależnienia się od innych narodów w kwestii dostępu do kosmosu, jak miało to miejsce po wycofaniu programu wahadłowców kosmicznych w 2011 roku, kiedy amerykańscy astronauci przez lata polegali na rosyjskich statkach Sojuz.
Gospodarka warta biliony dolarów na szali
Niska orbita okołoziemska to nie tylko poligon doświadczalny dla badań naukowych; jest o krok od przekształcenia się w kolejną rewolucję przemysłową. Wzorując się na boomie telekomunikacyjnym zapoczątkowanym przez satelitę Telstar 1 w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, gospodarka na LEO ma potencjał, by w ciągu następnej dekady stać się rynkiem wartym biliony dolarów. Dzięki pracy Narodowego Laboratorium ISS położono podwaliny pod komercjalizację kosmosu, otwierając drzwi dla innowacji, które mogą odmienić życie na Ziemi.
Już teraz jesteśmy świadkami rewolucyjnych przełomów. W warunkach mikrograwitacji produkowane są idealnie czyste światłowody (takie jak włókna ZBLAN), których nie można wyprodukować na Ziemi, a które mają setki razy większą przepustowość niż istniejące. Firmy farmaceutyczne wykorzystują ISS do krystalizacji białek, co umożliwia opracowywanie skuteczniejszych leków na choroby takie jak rak czy dystrofia mięśniowa. Postępy w biotechnologii, w tym biodrukowanie 3D tkanek i narządów, obiecują przełomy medyczne. Opracowywane są również nowe stopy i materiały o doskonałych właściwościach. Przerwanie dostępu do środowiska mikrograwitacji zatrzymałoby te i wiele innych projektów, oddając przywództwo w tych dochodowych branżach tym, którzy będą mieli dostęp do kosmosu.
Chiński smok niepowstrzymanie sięga gwiazd
Podczas gdy Stany Zjednoczone borykają się z niepewnością budżetową, Chiny realizują swój program kosmiczny z niewiarygodną szybkością, precyzją i długoterminową wizją. Ich ambicje nie są ukrywane i pod wieloma względami przypominają amerykański zapał z czasów wyścigu kosmicznego. Cel Pekinu jest jasny: ustanowić dominację na niskiej orbicie okołoziemskiej, zbudować stałą bazę na Księżycu, a ostatecznie zbadać i zasiedlić Marsa. Chińskie wysiłki są strategiczne, skoordynowane i obejmują aspekty wojskowe, cywilne i komercyjne.
W ciągu zaledwie kilku lat Chiny z powodzeniem zbudowały i uruchomiły swoją modułową stację kosmiczną Tiangong ("Niebiański Pałac"). Stacja jest stale zamieszkana przez trzyosobową załogę tajkonautów, którzy są jednocześnie oficerami Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, co jasno wskazuje na militarny wymiar ich programu. Plany rozbudowy stacji są już w toku, co zwiększy jej pojemność i możliwości naukowe. W przeciwieństwie do ISS, która jest symbolem międzynarodowej współpracy, Tiangong jest projektem wyłącznie chińskim, otwartym na współpracę tylko z wybranymi partnerami na chińskich warunkach.
Chiny również agresywnie zmierzają w kierunku Księżyca. Ich program Chang'e odniósł szereg sukcesów, w tym pierwsze miękkie lądowanie po niewidocznej stronie Księżyca. Według niektórych szacunków Chiny mogą wyprzedzić Stany Zjednoczone w wyścigu o powrót ludzi na powierzchnię Księżyca, z celem osiągnięcia tego do 2030 roku. Ustanowienie stałej obecności na Księżycu jest uważane za kluczowy krok w kierunku Marsa. Chociaż Chiny jeszcze nie prześcignęły USA pod względem ogólnych zdolności kosmicznych, tempo ich rozwoju jest takie, że może się to stać, jeśli Ameryka nie podejmie zdecydowanych kroków.
Lekcje z przeszłości i konieczność inwestycji
Historia uczy nas, że przywództwo w technologii i innowacjach opiera się na odważnych i konsekwentnych inwestycjach. Szok wywołany wystrzeleniem radzieckiego Sputnika w 1957 roku obudził Amerykę i pobudził masowe inwestycje w naukę, technologię, inżynierię i matematykę (STEM), co zakończyło się lądowaniem na Księżycu. W tamtym czasie, w latach sześćdziesiątych, USA inwestowały w badania i rozwój dwa razy więcej niż reszta świata razem wzięta. Dziś sytuacja jest drastycznie inna – amerykańskie inwestycje stanowią mniej niż połowę tego, co inwestują sojusznicy i konkurenci razem.
Proponowany budżet kontynuuje ten niepokojący trend spadkowy. Ważne jest, aby spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy: NASA otrzymuje mniej niż 1% amerykańskiego budżetu federalnego. Nawet po dodaniu środków dla Narodowej Fundacji Nauki (NSF) i Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH), całkowite inwestycje w podstawowe badania naukowe i technologiczne wynoszą zaledwie około 2%. Są to inwestycje, które przynoszą wykładniczy zwrot, stymulują wzrost gospodarczy, tworzą wysokiej jakości miejsca pracy i zapewniają przewagę technologiczną.
Argument, że z powodu wysokiego deficytu federalnego należy ciąć inwestycje w innowacje, jest krótkowzroczny i przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Takie podejście prowadzi do stagnacji gospodarczej, zmniejsza konkurencyjność i w dłuższej perspektywie ogranicza zyski ekonomiczne. Historycznie rzecz biorąc, Ameryka zawsze rozwijała się poprzez inwestowanie we wzrost – budując, tworząc i poszerzając granice możliwości. Przywrócenie budżetu NASA do poziomów z poprzednich lat to nie tylko mądra inwestycja, ale strategiczny imperatyw.
Stany Zjednoczone położyły już podwaliny pod solidną gospodarkę na LEO i rozpoczęły budowę fundamentów gospodarki księżycowej w ramach programu Artemis. Misje robotyczne na Marsa pozycjonowały je jako lidera w badaniach Czerwonej Planety. Jednak bez zdecydowanej woli politycznej i odpowiedniego finansowania wszystkie te wysiłki mogą pójść na marne. Przyszłość amerykańskiego przywództwa w kosmosie, a tym samym znaczna część przyszłego dobrobytu i bezpieczeństwa, zależy od decyzji podejmowanych dzisiaj.
Czas utworzenia: 9 godzin temu