Liverpool znów traci punkty, Hull szokuje Chelsea i kontynuuje znakomity powrót do Premier League
Liverpool w sobotę, 12 września 2026 roku, zremisował na Anfield 0:0 z Fulham, notując tym samym trzeci remis w pierwszych czterech meczach nowego sezonu Premier League. Zespół Andoniego Iraoli pozostał niepokonany, ale po czterech kolejkach zgromadził zaledwie sześć punktów, co jest skromnym dorobkiem jak na klub, który przystępował do rozgrywek z ambicją walki o czołowe miejsca. Jednocześnie na Stamford Bridge beniaminek Hull City po raz kolejny potwierdził, że jego znakomity początek sezonu nie jest przypadkiem. Drużyna Sergeja Jakirovića zremisowała 2:2 z Chelsea, mimo że gospodarze objęli prowadzenie już w siódmej minucie, dzięki czemu Hull po czterech kolejkach ma osiem punktów i nadal pozostaje niepokonany. Według aktualnej tabeli opublikowanej po sobotnich spotkaniach Hull zajmuje trzecie miejsce, Chelsea jest czwarta z siedmioma punktami, a Liverpool szósty z sześcioma.
Wyniki z Liverpoolu i Londynu naznaczyły czwartą kolejkę, ponieważ dwa wielkie kluby ponownie pokazały problemy, które były widoczne już w pierwszych tygodniach sezonu. Liverpool po dwóch kolejnych remisach 2:2 z Newcastle i Nottingham Forest w poprzedniej kolejce wreszcie pokonał Ipswich 2:0, a w środku tygodnia wygrał 2:1 z Atlético Madrid w Lidze Mistrzów. Przeciwko Fulham nie zdołał jednak przenieść ani rytmu, ani skuteczności ofensywnej z tamtych spotkań. Chelsea z kolei w każdym z pierwszych czterech meczów ligowych strzelała jako pierwsza, ale defensywa ponownie zawiodła. Hull ukarał ten problem dwoma golami Mohameda Belloumiego w odstępie zaledwie sześciu minut.
Liverpool bez rozwiązania przeciwko dobrze zorganizowanemu Fulham
Liverpool miał przeciwko Fulham więcej posiadania piłki i zakończył spotkanie z 14 strzałami, ale tylko trzy z nich były celne. Według danych Opta gospodarze stworzyli sytuacje warte 1,13 oczekiwanego gola, podczas gdy Fulham zakończył mecz z wynikiem 0,71. Liczby potwierdzają, że Liverpool prezentował nieco większą aktywność ofensywną, ale nie stworzył wystarczającej liczby klarownych sytuacji, by zwycięstwo można było uznać za oczekiwany rezultat. Fulham bronił się w zorganizowany sposób, zamykał środkowe strefy i jednocześnie pozostawał groźny w przejściach do ataku. Zespół Álvara Arbeloe zdobył tym samym pierwszy ligowy punkt po trzech kolejnych porażkach na początku sezonu.
Najlepsze sytuacje Liverpoolu w pierwszej połowie pojawiały się w krótkich okresach. Bradley Barcola, który po raz pierwszy rozpoczął mecz Premier League w podstawowym składzie Liverpoolu, wcześnie stworzył przestrzeń Alexanderowi Isakowi, ale szwedzki napastnik nie trafił w dalszy róg. Víctor Muñoz następnie po stałym fragmencie gry skierował piłkę głową w stronę bramki, a Bernd Leno zareagował wystarczająco szybko, by wybić ją ze strefy zagrożenia. Florian Wirtz próbował dwukrotnie, lecz oba strzały minęły prawy słupek. Fulham nie ograniczał się wyłącznie do obrony, a młody Josh King należał do najaktywniejszych zawodników gości.
Najgroźniejszy moment pierwszej połowy dla Liverpoolu nastąpił po błędzie przy budowaniu akcji. Alisson swoim podaniem postawił Ryana Gravenbercha pod presją, Sander Berge odebrał piłkę, a po kontynuacji akcji Gonzalo García otrzymał możliwość strzału w kierunku niemal pustej przestrzeni przed bramką. Jérémy Jacquet uratował Liverpool dzięki interwencji w odpowiednim momencie na linii bramkowej. Chwilę później Oscar Bobb nie najlepiej przyjął precyzyjne podanie Alexa Iwobiego, przez co kolejna dobra sytuacja Fulham została zmarnowana. Według relacji Guardiana goście w tym okresie wyglądali spokojniej i byli lepiej zorganizowani od gospodarzy.
Iraola wprowadził w przerwie Miloša Kerkeza, a później także Cody'ego Gakpo i Alexisa Mac Allistera, próbując uzyskać większą szerokość, świeżość i kontrolę w środku pola. Liverpool zwiększył intensywność, ale nie zmienił znacząco obrazu spotkania. Leno zatrzymał próby Isaka i Mac Allistera, podczas gdy po drugiej stronie Alisson musiał interweniować po strzale Kinga. Fulham również w końcówce miał wystarczająco dużo miejsca do kontrataków, a presja Liverpoolu pozostawała bardziej terytorialna niż rzeczywiście groźna. Isak w doliczonym czasie gry głową posłał ostatnią poważniejszą okazję obok bramki.
Iraola: Liverpoolowi brakowało świeżości
Po meczu Andoni Iraola przyznał, że jego drużyna nie tworzyła sytuacji na poziomie poprzednich spotkań. W wypowiedzi cytowanej przez brytyjskie media podkreślił, że Liverpoolowi brakowało świeżości po meczu z Atlético rozegranym zaledwie kilka dni wcześniej. Zaznaczył również, że w trakcie sezonu zespół będzie musiał dostosować się do takiego terminarza niezależnie od krótkiego czasu na regenerację. Według jego oceny takie mecze często rozstrzyga stały fragment gry, strzał z dystansu lub indywidualna akcja, a Liverpool tym razem nie znalazł takiego momentu. Trener szczególnie podkreślił, że napastnicy nie byli wystarczająco zdecydowani ani precyzyjni w ostatniej tercji boiska.
Dane Opta dodatkowo pokazują, jak nietypowy jest domowy początek Liverpoolu. Klub zremisował cztery kolejne ligowe mecze na Anfield, licząc również końcówkę poprzedniego sezonu, po raz pierwszy od listopada 2011 roku. Ponadto według tej samej bazy statystycznej jest to dopiero trzeci przypadek w ostatnich 63 sezonach, gdy Liverpool nie wygrał żadnego z dwóch pierwszych domowych meczów ligowych w sezonie. Szczególnie interesujące jest to, że po raz pierwszy w historii klubu oba pierwsze domowe spotkania ligowe zakończyły się remisami. Dla Iraoli jest to ostrzeżenie, że sama seria bez porażki nie wystarczy, jeśli Liverpool chce dotrzymywać kroku czołowym drużynom.
Dla Fulham punkt na Anfield jest natomiast ważny zarówno ze względu na rezultat, jak i kontekst. Zespół Álvara Arbeloe rozpoczął sezon od porażek z Chelsea 2:3, Sunderlandem 0:1 i Crystal Palace 2:3. Do Liverpoolu przyjechał bez ani jednego punktu, pod zwiększoną presją po trzech przegranych spotkaniach, ale rozegrał najbardziej kompletny ligowy mecz w tym sezonie. Arbeloa po spotkaniu pochwalił równowagę, kontrolę przejść między fazami gry, charakter i osobowość swoich zawodników. Fulham nadal znajduje się w dolnej części tabeli, lecz pierwszy punkt zdobyty na jednym z najtrudniejszych wyjazdów w lidze może być ważnym impulsem psychologicznym.
Hull ucisza Stamford Bridge po wczesnym prowadzeniu Chelsea
Na Stamford Bridge mecz miał zupełnie inny rytm. Chelsea objęła prowadzenie już w siódmej minucie za sprawą Morgana Rogersa, po szybkiej akcji, w której João Pedro we właściwym momencie przekazał piłkę do nowego kolegi z drużyny. Rogers przedarł się lewą stroną i mocnym strzałem pokonał Konstantinosa Tzolakisa przy bliższym słupku. Chelsea tym samym także w swoim czwartym ligowym spotkaniu tego sezonu zdobyła bramkę w pierwszych siedmiu minutach. Według Opta londyński zespół po raz pierwszy od sezonu 2021/22 obejmował prowadzenie w każdym z pierwszych czterech meczów ligowych.
Hull jednak nie rozsypał się po szybko straconym golu. W 28. minucie Ryan Giles wygrał pojedynek na lewej stronie i posłał piłkę w kierunku dalszego słupka, gdzie Jorrel Hato źle ocenił jej tor lotu. Mohamed Belloumi wykorzystał błąd i mocnym strzałem wyrównał na 1:1. Zaledwie sześć minut później Hull całkowicie odwrócił wynik. Po pressingu gości i strzale Lewiego Coyle'a, który Levi Colwill zdołał zatrzymać przed bramką, Hull pozostał w ataku, a Belloumi po rzucie rożnym ponownie dopadł do piłki i przy pomocy rykoszetu trafił na 2:1.
Dla Chelsea był to kolejny przykład problemów w defensywie. Xabi Alonso powiedział po meczu, że drużyna była zbyt miękka w fazach gry bez piłki i nie zareagowała dobrze po objęciu prowadzenia. Szczególnie zirytował go sposób, w jaki Hull odzyskał nadzieję po pierwszym golu wyrównującym. Według Opta Chelsea straciła co najmniej dwa gole w każdym z pierwszych czterech ligowych meczów tego sezonu, co ostatni raz zdarzyło się jej w sezonie 2015/16. Potencjał ofensywny nie budzi wątpliwości, ale brak kontroli po objęciu prowadzenia stał się już powtarzającym się schematem.
Alonso zareagował w przerwie zmianą Hata, a Chelsea w drugiej połowie zaczęła grać bardziej bezpośrednio. Reece James zmusił Tzolakisa do obrony po rzucie wolnym, lecz Hull nadal zagrażał. Emiliano Martínez musiał ratować Chelsea po próbach Regana Slatera i Oli McBurniego, dzięki czemu gospodarze uniknęli dwubramkowej straty. Wyrównanie nadeszło w 66. minucie. Cole Palmer poprowadził akcję lewą stroną, odnalazł João Pedro w polu karnym, a brazylijski napastnik mocno uderzył pod poprzeczkę na 2:2.
Belloumi bohaterem, ale Hull mógł wywieźć wszystkie trzy punkty
Hull również po wyrównaniu nie cofnął się do całkowitej obrony. Goście zachowali zwartość, lecz przy każdej okazji próbowali wyjść do przodu i zakończyć akcję. Semi Ajayi, Ryan Giles i John Egan odgrywali ważną rolę w defensywie, a Tzolakis zatrzymał jeszcze kilka prób gospodarzy. Chelsea w końcówce miała okazję za sprawą Rogersa, ale bramkarz Hull ponownie był gotowy. Najlepszą późną szansę mieli jednak goście: Giles po raz kolejny przedarł się lewą stroną i dośrodkował przed bramkę, a Mohamed-Ali Cho z bliska strzelił prosto w Martíneza.
Według Opta Hull zakończył mecz z jakościowo lepszym ogólnym zestawem sytuacji od Chelsea. Jego wartość oczekiwanych goli wyniosła 1,49, podczas gdy Chelsea pozostała na poziomie 0,89. Ta różnica potwierdza wrażenie, że rezultat nie był efektem przypadkowej obrony ani jednego odizolowanego momentu beniaminka, lecz zorganizowanego występu, w którym Hull stworzył wystarczająco dużo okazji nawet do zwycięstwa. Relacja Guardiana również podkreśla, że zespół Sergeja Jakirovića doprowadził Chelsea do granic możliwości i że punkt był minimum tego, na co zasłużył. Chelsea miała większe posiadanie piłki, ale nie potrafiła stale przekładać kontroli nad piłką na klarowne sytuacje bramkowe.
Bilans Hull po czterech kolejkach wynosi obecnie dwa zwycięstwa i dwa remisy. Sezon rozpoczął od domowej wygranej 2:0 z Manchester United, następnie na wyjeździe pokonał Coventry City 1:0, a przed przyjazdem na Stamford Bridge zremisował 0:0 z Aston Villą. Chelsea stała się tym samym pierwszą drużyną, która strzeliła Hull gola w Premier League w tym sezonie, ale nie pierwszą, która go pokonała. Osiem punktów w pierwszych czterech spotkaniach to wyjątkowo mocny wynik po powrocie. Według Opta spośród beniaminków tylko Nottingham Forest w sezonie 1994/95 i Bolton Wanderers w sezonie 2001/02 zdobyły więcej punktów w pierwszych czterech kolejkach Premier League, po dziesięć.
Jakirović po meczu nie podnosił oczekiwań w kierunku miejsc dających grę w europejskich pucharach, lecz powtórzył, że głównym celem jest utrzymanie w Premier League. Takie podejście odpowiada dotychczasowemu profilowi Hull: zorganizowana obrona, zdyscyplinowana gra bez piłki i szybkie karanie błędów przeciwnika. Drużyna w pierwszych czterech spotkaniach pokazała, że potrafi pokonać faworyzowanego rywala, przetrwać mecz, w którym nie ma większości posiadania piłki, i odpowiedzieć po stracie gola. Remis na Stamford Bridge tylko dodatkowo umocnił wrażenie, że Hull będzie znacznie trudniejszym przeciwnikiem, niż można było oczekiwać po zespole wracającym do elity po dziewięciu latach nieobecności.
Atak Chelsea działa, ale obrona niweluje przewagę
Podczas gdy Hull jest historią o wczesnej niespodziance sezonu, Chelsea po czterech kolejkach wysyła sprzeczne sygnały. Atak tworzy sytuacje i strzela gole, a Morgan Rogers, João Pedro i Cole Palmer rozwinęli już kombinacje, które regularnie przynoszą okazje. Rogers według danych Opta został dopiero piątym zawodnikiem Chelsea, który miał udział przy golu w każdym z pierwszych czterech meczów jednego sezonu Premier League. Wcześniej dokonali tego Didier Drogba, Cesc Fàbregas, Diego Costa i Eden Hazard. João Pedro po spotkaniu z Hull miał na koncie trzy ligowe gole i trzy asysty, co pokazuje, jak ważny jest dla ofensywnej struktury drużyny.
Problem polega na tym, że Chelsea jednocześnie ma trudności z zamykaniem meczów. Drużyna zdobyła siedem z możliwych 12 punktów, mimo że we wszystkich czterech ligowych spotkaniach strzelała pierwsza. Po zwycięstwach 3:2 z Fulham i 4:3 z Brighton przyszła porażka 1:2 z Arsenalem, a teraz remis 2:2 z Hull. Alonso po spotkaniu otwarcie mówił o potrzebie większej twardości, kontroli i dyscypliny rywalizacyjnej. Na etapie sezonu, w którym system wciąż jest budowany, Chelsea wygląda groźnie podczas ataku, ale staje się podatna na zagrożenie, gdy tylko traci piłkę lub pozwala przeciwnikowi kontynuować akcję po pierwszej reakcji defensywnej.
Liverpool i Chelsea już odczuwają presję czołówki
Po czterech kolejkach ani Liverpool, ani Chelsea nie znajdują się w sytuacji kryzysowej, ale już na wczesnym etapie rozgrywek zmarnowały okazję do zdobycia większej liczby punktów przeciwko rywalom, których bezpośredni konkurenci w walce o czołowe miejsca będą starali się pokonywać. Liverpool jest niepokonany, ale przy trzech remisach w czterech kolejkach ma tylko jedno ligowe zwycięstwo. Chelsea ma jedno zwycięstwo więcej, lecz straciła już dziewięć bramek w czterech meczach ligowych. W obu przypadkach trenerzy mogą wskazywać na nową strukturę zespołu, letnie zmiany i napięty terminarz, ale strata punktowa w Premier League może szybko stać się znacząca, jeśli seria remisów i błędów w obronie będzie się utrzymywać.
Jednocześnie wyniki Fulham i Hull pokazują, że wczesna tabela jest bardziej złożona niż sam układ miejsc. Fulham z jednym punktem nadal znajduje się w dolnej części stawki, ale na Anfield pokazał poziom organizacji, którego nie było widać we wszystkich wcześniejszych meczach. Hull natomiast zgromadził już kapitał punktowy, który daje beniaminkowi spokój i wiarę we własny model gry. Osiem punktów po czterech kolejkach nie jest tylko interesującą statystyką, lecz konkretną przewagą w walce o utrzymanie. Dla Chelsea jest to ostrzeżenie, że status faworyta nie może już zostać zamieniony na zwycięstwo bez stabilności w obronie, a dla Liverpoolu przypomnienie, że dominujące posiadanie piłki i kosztowna linia ataku nie gwarantują rozwiązania przeciwko zdyscyplinowanemu blokowi.
Najbliższe tygodnie dadzą jaśniejszy obraz tego, czy sobotnie remisy były jedynie wczesnymi potknięciami, czy symptomami głębszych problemów. Liverpool musi znaleźć sposób, by na Anfield zamieniać inicjatywę na większą liczbę klarownych sytuacji, szczególnie przeciwko rywalom broniącym się zwarto i cierpliwie. Chelsea musi zatrzymać serię spotkań, w których po szybkim objęciu prowadzenia ponownie otwiera drzwi przeciwnikowi. Hull z kolei będzie kontynuował sezon z przekonaniem, że może rywalizować nawet z najdroższymi składami w lidze, natomiast Fulham opuszcza Liverpool z pierwszym punktem i występem dającym powody do optymizmu. W czwartej kolejce Premier League to właśnie outsiderzy narzucili główną narrację dnia.
Źródła:
- Opta Analyst – analiza statystyczna meczu Liverpool – Fulham, obejmująca strzały, oczekiwane gole i historyczne dane dotyczące domowej serii Liverpoolu (link)
- Opta Analyst – analiza statystyczna meczu Chelsea – Hull City, dane dotyczące oczekiwanych goli, wyników Hull i indywidualnych statystyk zawodników Chelsea (link)
- The Guardian – relacja z Anfield i wypowiedzi Andoniego Iraoli oraz Álvara Arbeloe po remisie Liverpoolu z Fulham (link)
- The Guardian – relacja ze Stamford Bridge, przebieg meczu Chelsea – Hull City oraz reakcje Xabiego Alonsa i Sergeja Jakirovića (link)
- Premier League – oficjalny terminarz i kontekst spotkań sezonu 2026/27 (link)
- NBC Sports – aktualna tabela Premier League po sobotnich meczach czwartej kolejki (link)