Częściowy „shutdown” w USA uderza w ruch lotniczy i turystykę: TSA pracuje bez wynagrodzenia, branża ostrzega przed opóźnieniami i spadkiem zaufania pasażerów
Amerykański ruch lotniczy i globalna branża turystyczna ponownie znajdują się pod presją z powodu częściowego zawieszenia administracji federalnej, które tym razem związane jest z finansowaniem Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS). W praktyce oznacza to, że tysiące „kluczowych” pracowników, w tym funkcjonariusze Transportation Security Administration (TSA) na punktach kontroli bezpieczeństwa na lotniskach, kontynuują pracę, mimo że tymczasowo nie otrzymują wynagrodzenia. Jednocześnie linie lotnicze i organizacje turystyczne ostrzegają, że jeśli blokada potrwa dłużej, można spodziewać się dłuższych kolejek, większej liczby opóźnień i dalszego naruszania zaufania pasażerów – z konsekwencjami wykraczającymi poza granice USA.
Co się dzieje i dlaczego mowa o „częściowym” zamknięciu
Według dostępnych informacji, DHS wszedł w częściowy „shutdown” 15 lutego 2026 r., po tym jak w Waszyngtonie nie osiągnięto porozumienia w sprawie dalszego finansowania resortu i powiązanych żądań dotyczących nadzoru nad operacjami imigracyjnymi. Podczas gdy reszta administracji federalnej jest w dużej mierze sfinansowana do końca roku fiskalnego, ten przestój uderza w agencje podlegające DHS – w tym TSA, Straż Przybrzeżną (U.S. Coast Guard), FEMA i inne służby. Jak podają amerykańskie media, większość pracowników w tym trybie musi kontynuować wykonywanie obowiązków, ale bez regularnych wypłat, z obietnicą, że – po przywróceniu finansowania – otrzymają zaległe wynagrodzenie.
Dla pasażerów kluczowym faktem jest to, że kontrole bezpieczeństwa na lotniskach formalnie nie ustają. Jednak doświadczenie wcześniejszych „shutdownów” pokazuje, że system operacyjny nie zależy tylko od tego, czy punkty kontrolne są otwarte, ale także od tego, ilu ludzi jest w pracy, ilu nieobecnych jest z powodu presji finansowej oraz jak szybko gromadzą się „wąskie gardła” w najbardziej ruchliwych węzłach.
TSA pracuje bez wynagrodzenia: ryzyko nieobecności i wolniejszego przepływu pasażerów
Funkcjonariusze TSA, znani jako Transportation Security Officers (TSO), w kryzysie stają się pierwszą linią uderzenia: pasażerowie widzą ich w punktach kontrolnych, ale w tle narasta problem utrzymania pełnej obsady zmian. W zeznaniach przed Kongresem 11 lutego 2026 r. TSA ostrzegła, że wielu TSO żyje „od wypłaty do wypłaty” i że gdy pensje nie wpływają, staje się dla nich trudne pokrycie najbardziej podstawowych kosztów, takich jak czynsz, rachunki, paliwo i opieka nad dziećmi. W tym samym kontekście podkreślono, że wraz z przedłużaniem się „shutdownu” mogą wzrosnąć niezapowiedziane nieobecności w pracy, co bezpośrednio spowalnia kontrole bezpieczeństwa i wydłuża kolejki.
Z terenu docierają już sygnały, że sytuacja jest napięta. Lokalne raporty z poszczególnych lotnisk podają, że pracownicy TSA przychodzą do pracy, mimo że nie są opłacani, przy czym przedstawiciele związków zawodowych przekazują, że system musi przygotować się na „najgorsze scenariusze”, jeśli spór polityczny potrwa dłużej. Dla pasażerów oznacza to w praktyce większe ryzyko dłuższego oczekiwania na kontrolach, zwłaszcza w porannych godzinach szczytu, weekendy i okresy wzmożonych podróży.
Przewoźnicy lotniczy ostrzegają: nawet małe zakłócenia szybko zmieniają się w efekt domina
System lotniczy funkcjonuje jako szereg powiązanych ogniw: kontrole bezpieczeństwa, obsługa bagażu, sloty na start i lądowanie, kontrola ruchu lotniczego, załogi, konserwacja techniczna i zarządzanie tłumem. Kiedy jedno ogniwo zaczyna „zgrzytać”, konsekwencje rozchodzą się na całą sieć.
Aktorzy branżowi już wcześniej ostrzegali, że przedłużony „shutdown” może zmusić system do spowolnienia, przy jednoczesnym spadku wydajności i wzroście opóźnień. W poprzednich kryzysach, szczególnie podczas długiego zamknięcia w latach 2018/2019, odnotowano problemy z nieobecnościami kluczowego personelu, co w pewnych okresach doprowadziło do znacznych przestojów i zwiększonej presji na węzły na Wschodnim Wybrzeżu. Ze względu na efekt „fali”, opóźnienie jednego lotu nie pozostaje problemem lokalnym: pasażerowie spóźniają się na przesiadki, załogi zgodnie z zasadami czasu pracy nie mogą „nadrobić” zaległości, a samoloty i bramki pozostają zajęte dłużej niż planowano.
Dlaczego problem przenosi się na globalną turystykę
USA to nie tylko wielki rynek krajowy, ale także jeden z najważniejszych węzłów międzynarodowych. Nowy Jork, Atlanta, Chicago, Los Angeles, Dallas, Miami i inne huby łączą Europę, Azję i Amerykę Łacińską. Kiedy amerykańskie lotniska stają się wolniejsze, odczuwa się to w międzynarodowych rozkładach lotów: spóźniają się przyloty, „pękają” połączenia do dalszych miejsc docelowych, a pasażerowie zmieniają plany.
Sektor turystyczny jest szczególnie wrażliwy na postrzeganie niezawodności. Pasażerowie planują nie tylko lot, ale także hotele, transfery, wycieczki objazdowe, spotkania biznesowe i wydarzenia. Niepewność co do czasu trwania „shutdownu” zwiększa ostrożność – część pasażerów odracza zakup biletów lub wybiera trasy omijające przesiadki w USA. Dla agencji i organizatorów podróży oznacza to więcej zapytań, więcej zmian rezerwacji i wyższe koszty operacyjne, a dla destynacji zależnych od amerykańskich gości – potencjalny spadek popytu.
Ekonomia „shutdownu”: co pokazują modele i doświadczenie z 2019 r.
Szacunki skutków zależą od czasu trwania. Krótkotrwały przestój zwykle przechodzi przy stosunkowo ograniczonych konsekwencjach, ale w miarę jak dni bez płacy się kumulują, rośnie prawdopodobieństwo nieobecności i spowolnień. W analizie wykorzystanej dla sektora turystycznego przez modele Tourism Economics (Oxford Economics) podkreślono, że podczas zamknięcia w latach 2018/2019 skutki na lotniskach zaczęły być silniej widoczne po tym, jak kryzys potrwał dłużej: nieobecności funkcjonariuszy TSA na niektórych lotniskach wzrosły wielokrotnie, a na poziomie krajowym wskaźnik nieobecności osiągnął około 10 procent, co jest ponad trzykrotnie wyższą wartością w stosunku do zwykłych poziomów. Takie dane są ważne, ponieważ pokazują, jak system może funkcjonować „na krawędzi” jeszcze zanim opinia publiczna wyraźnie zauważy problem – a następnie sytuacja może gwałtownie się pogorszyć.
Mimo że obecnie mamy do czynienia z częściowym zamknięciem w obrębie jednego resortu, logika presji na siłę roboczą pozostaje taka sama: bez regularnych wypłat większa część pracowników szuka alternatyw, podejmuje dodatkowe prace, pożycza pieniądze lub jest zmuszona do nieobecności z powodu podstawowych kosztów życia. Dla sektora, który opiera się na precyzyjnej logistyce i wysokiej dyscyplinie zmianowej, jest to kombinacja, która szybko generuje opóźnienia.
Co z kontrolą ruchu lotniczego i bezpieczeństwem lotów
We wcześniejszych „shutdownach” uwaga opinii publicznej często przenosiła się z kolejek TSA na kontrolę ruchu lotniczego i Federalną Administrację Lotnictwa (FAA). Chociaż obecny przestój dotyka przede wszystkim DHS, dyskusje w branży ponownie otwierają kwestię odporności systemu, zwłaszcza w okresie, gdy amerykańskie instytucje ostrzegały już przed brakiem wykwalifikowanej kadry w kluczowych służbach.
Z reguły kontrolerzy ruchu lotniczego i inspektorzy bezpieczeństwa należą do pracowników „niezbędnych” i kontynuują pracę również podczas zamknięcia, ale presja wielodniowej pracy bez wynagrodzenia może zwiększyć nieobecności również tutaj. W praktyce oznacza to, że jeśli gdzieś pojawi się brak personelu, liczba lądowań i startów może zostać ograniczona w celu utrzymania bezpieczeństwa. Pasażerowie widzą wtedy konsekwencję w postaci opóźnień, przekierowań i odwołań – często bez wyraźnego „jednego” punktu awarii, ponieważ jest to kombinacja decyzji związanych z bezpieczeństwem i operacjami.
Przestój polityczny i terminy: dlaczego pasażerom trudno ocenić, jak długo to wszystko potrwa
Według raportów odpowiednich redakcji amerykańskich, obecnie nie ma jasnej ścieżki do szybkiego porozumienia, a dodatkowym problemem jest przerwa w obradach Kongresu, która może spowolnić formalne kroki w kierunku rozwiązania. W centrum sporu znajdują się żądania związane z nadzorem i odpowiedzialnością agencji imigracyjnych, w tym kwestie identyfikacji funkcjonariuszy, używania kamer nasobnych i procedur przy aresztowaniach. Podczas gdy obie strony spierają się o sformułowania i implikacje dla bezpieczeństwa, pasażerowie i branża pozostają w trybie niepewności.
Stowarzyszenia turystyczne i sektor lotniczy od dłuższego czasu nalegają, aby finansowanie krytycznej infrastruktury – od kontroli bezpieczeństwa po kluczowe służby operacyjne – było chronione przed blokadami politycznymi, ponieważ konsekwencje nie zatrzymują się w granicach Waszyngtonu. Ostrzeżenia są tym głośniejsze, że „shutdown” ma miejsce w okresie, gdy system lotniczy w wielu krajach pracuje na granicy przepustowości, przy zwiększonym popycie i chronicznych wyzwaniach związanych z siłą roboczą.
Czego pasażerowie mogą się spodziewać i jak się przygotować
Na tym etapie większość lotów nadal odbywa się zgodnie z rozkładem, ale ryzyko przestojów rośnie wraz z długością zamknięcia. Pasażerom podróżującym przez większe amerykańskie lotniska zaleca się uwzględnienie dłuższego oczekiwania na kontrolach bezpieczeństwa, wcześniejsze przybycie na lotnisko i śledzenie komunikatów linii lotniczych. Szczególnie ważne jest pozostawienie czasu buforowego na przesiadki, ponieważ opóźnienia w jednym segmencie mogą prowadzić do przegapienia połączeń.
Dla pasażerów międzynarodowych, którzy przez USA kontynuują podróż do innych miejsc docelowych, dodatkowym ryzykiem jest to, że opóźnienia mogą przenieść się na cały plan podróży: rezerwacje hotelowe, wynajem samochodów, wycieczki i wydarzenia często mają rygorystyczne warunki zmian. Organizatorzy podróży ostrzegają zatem, że w takich okolicznościach kluczowe jest posiadanie bardziej elastycznych warunków biletów i zakwaterowania oraz ubezpieczenia pokrywającego zmiany planu – tam, gdzie to możliwe.
Szerszy obraz: zaufanie do systemu i długofalowe konsekwencje
Choć „shutdown” w opinii publicznej jest często postrzegany jako krótkoterminowy dramat polityczny, w sektorze podróży i turystyki pozostawia on trwalszy ślad. Pracownicy, którzy wielokrotnie przechodzą przez okresy pracy bez wynagrodzenia, mają większą motywację do opuszczenia systemu, co utrudnia zatrudnianie i szkolenie nowych ludzi. Ponadto projekty inwestycyjne i modernizacje sprzętu bezpieczeństwa mogą spowolnić, ponieważ planowanie w trybie tymczasowego finansowania staje się trudniejsze.
Najważniejsze jest jednak zaufanie pasażerów: ruch lotniczy opiera się na przewidywalności. Kiedy przewidywalność zostaje naruszona, część popytu przenosi się na inne trasy, inne formy transportu lub podróże są po prostu odkładane. Jeśli spór polityczny zostanie szybko rozwiązany, konsekwencje prawdopodobnie pozostaną ograniczone. Jeśli jednak potrwa dłużej, USA ryzykują, że przynajmniej tymczasowo staną się mniej atrakcyjnym korytarzem tranzytowym – a ten efekt, raz utrwalony, trudno szybko odwrócić.
Źródła:- Associated Press – raport o częściowym „shutdownie” DHS i konsekwencjach dla TSA i innych agencji (link)- TSA – zeznania przed Kongresem o możliwych skutkach przestoju finansowego dla siły roboczej i operacji na lotniskach (link)- TIME – analiza możliwych opóźnień na lotniskach i pracy TSA bez wynagrodzenia podczas częściowego zamknięcia (link)- U.S. Travel Association / Tourism Economics (Oxford Economics) – modelowane skutki zamknięcia dla ruchu i turystyki, z danymi z 2019 r. (link)- ABC 10News (San Diego) – raport terenowy o pracy funkcjonariuszy TSA bez wynagrodzenia po rozpoczęciu zamknięcia (link)
Czas utworzenia: 5 godzin temu